Wywiady
Tomaszuk: Sport dał mi drugą pasję
person_outline Wojtek Chrząszcz
W zawodowym sporcie bardzo często decydują detale. Czasami dyspozycja dnia, godziny, a nawet minuty może przełożyć się na końcowy wynik spotkania. W niektórych sytuacjach nasza kariera jest zależna od naszej przeszłości, doświadczeń czy też mentalności. Czy rzeczywiście tak jest? Na ten temat rozmawiamy z psychologiem sportu, ale i także aktywnym tenisistą stołowym - Kamilem Tomaszukiem.
Kamil Tomaszuk zebrał bardzo duże doświadczenie, grając w kilku europejskich ligach.

1. Jak długo zajmujesz się psychologią sportu i co było „motorem napędowym” do współpracy ze sportowcami?

Już jako nastolatek interesowałem się procesami zachodzącymi w umyśle człowieka oraz tym, co dokładnie wpływa na wynik w sporcie oraz w innych dziedzinach życia. Jedyną osobą ze środowiska tenisowego, która miała szersze pojęcie na ten temat był Jurek Grycan, z którym współpracowaliśmy w klubie GLKS Nadarzyn, gdzie wówczas występowałem. Mieliśmy z nim zajęcia grupowe, na których poszerzyłem swoje zainteresowania psychologią sportu. Była to pierwsza inspiracja.

W wieku 19 lat już jako zawodnik z dorobkiem czterech sezonów w polskiej pierwszej lidze i jednym w holenderskiej Ekstraklasie oraz dorobkiem trzech medali mistrzostw Polski w kategoriach młodzieżowych, uświadomiłem sobie jak dużą rolę pełni psychika w sporcie i postanowiłem zapisać się na pięcioletnie jednolite, dzienne studia magisterskie o kierunku psychologia ogólna na Uniwersytecie SWPS, a tym samym połączyć zawód tenisisty stołowego z nauką. Trening mentalny nie był jeszcze wtedy popularny, dużą rolę przywiązywało się do treningu techniki czy treningu fizycznego. Jako student, żyjący już wtedy ze sportu, po codziennym zgłębianiu wiedzy na temat szeroko pojętej psychologii, zaobserwowałem wiele elementów wspólnych pomiędzy moją praktyczną wiedzą w sporcie a wiedzą psychologiczną, mającą potwierdzenie w badaniach naukowych. Widziałem jak zawodnicy wokół mnie, niemający tej wiedzy, męczą się oraz często zapętlają się w koło nie widząc perspektywy rozwoju. Wtedy naturalnie zacząłem analizować ich problemy i tak się zaczęło. Potem pojawili się pierwsi klienci, zaczęli polecać mnie psychologowie znający mnie w środowisku jako specjalistę z psychologii sportu.

2. Osoby będące w środowisku tenisa stołowego nazywają Cię „Kiwi”. Skąd wzięło się to przezwisko?

(Śmiech) Teraz już coraz rzadziej się to zdarza, z niektórych ksywek się wyrasta. Niemniej jednak, tutaj chodziło o sposób chodzenia.

Jakieś 15 lat temu byłem na zgrupowaniu juniorów i kadetów w Zakopanem, w młodzieżowej kadrze rządziła wtedy taka gwardia jak: Szymek Malicki, Marcin Fejcak, Bartek Bednarkiewicz, Daniel Puchalski, Tomek Wiśniewski, których serdecznie pozdrawiam!

Był to mój pierwszy obóz w tym gronie i wszyscy oprócz mnie mieli jakieś ksywki, a na moją nikt nie miał pomysłu.

Mistrzem w nadawaniu ksywek był trener “Dziubek” (Michał Dziubański – przyp.red.) - podczas jednego z codziennych ciężkich treningów w górach, zaobserwował, że goniąc za starszymi kolegami z ledwością ciągnąc za sobą ciężki, wielki plecak w sposób według niego zabawny, kołysałem się pod jego ciężarem z lewej nogi na prawą, więc zostało “Kiwi”. Do dziś z trenerem Dziubańskim zdarza nam się z tego śmiać podczas spotkań na sali.

3. Sam jesteś nadal czynnym zawodnikiem. Obecnie występujesz na trzecim szczeblu rozgrywkowym w Szwecji, w barwach BTK Norbergs oraz czwartym we Francji, gdzie reprezentujesz Villers-Bretonneux. W Szwecji zanotowałeś osiem zwycięstw i tylko trzy przegrane, natomiast we Francji 11 zwycięstw i 10 porażek. Czy jesteś ze swoich wyników zadowolony?

Myślę, że jest ok (uśmiech). Gdyby dodać do tego jeszcze sześć zwycięstw i brak porażki w polskiej drugiej lidze (w barwach ATS Stargard – przyp.red.), to łącznie mamy bilans gier: 25:13 - czyli jakieś niespełna 70% zwycięstw. Mój cel sportowy założony na sezon 19/20 to 80%. Jeszcze mam trochę czasu, by go zrealizować, o ile pandemia nie zakończy sezonu wcześniej. Ważny jest również aspekt czasu poświęcanego na przygotowanie do meczu. Nawiązując do odpowiedzi na pierwsze pytanie, dziesięć lat temu podjąłem decyzję o zapisaniu się na studia dziennie. Podczas gdy moi koledzy spędzali jakieś 5 godzin dziennie na sali, ja spędzałem 8 godzin na studiach i po nocach uczyłem się do kolokwiów. Mój poziom sportowy jest adekwatny do godzin spędzonych na treningu przez ostatnie 10 lat. W związku z tym z wyniku jestem bardzo zadowolony i mam nadzieję, zrealizować cel sportowy założony we wrześniu.

4. Na niższych szczeblach rozgrywkowych we Francji czy Szwecji często możemy spotkać wielu utytułowanych zawodników, bądź także młodych kadrowiczów z tego kraju. Czy w Twoim zespole jest ktoś, kto może być wzorem dla młodych lub taki potencjalny „materiał” na wysokiej klasy zawodnika?

We Francji mamy bardzo silną i utytułowaną ekipę. Gra w niej Bojan Milosevic - wieloletni reprezentant Serbii, olimpijczyk z Sydney, będący cały czas w świetnej dyspozycji. Przez dwa sezony do aktualnej rundy nie przegrał żadnej gry, mając bilans 72:0 indywidualnie i 35:0 w grach podwójnych, zostawiając na pokonanym polu między innymi młodych reprezentantów Rumunii: Alina Spelbusa czy Alexandra Manole. Jego odporność psychiczna jest godna podziwu. Poza nim jest też Marc Duran - trzykrotny srebrny medalista Mistrzostw Europy juniorów (singiel, debel, mikst), który także wiele lat spędził w kadrze seniorskiej swojego kraju. Wraz z zespołem hiszpańskiej Ekstraklasy grał w tym sezonie w Pucharze Europy (odpowiednik piłkarskiej Ligi Europy – przyp.red.). Jest to facet o niezwykłej kreatywności zagrań i dużej pewności swoich kompetencji. Do tej doświadczonej dwójki dochodzi jeszcze Alejandro Cavi Machado, który ze swoim zespołem w hiszpańskiej Ekstraklasie zdobył w zeszłym roku złoty medal całych rozgrywek i w tym roku jego ekipa także jest liderem w swoim kraju. Alejandro to totalny profesjonalista, zawsze przygotowany, dysponujący bardzo dobrym serwisem.

Cała trójka to pasjonaci, żyjący wyłącznie z tenisa stołowego, bardzo utytułowani, z doświadczeniem międzynarodowym.

W Szwecji, ciekawym przypadkiem jest Anglik Tom Maynard, który miał bardzo dobre wyniki w Ekstraklasie szwajcarskiej, grając w jednej drużynie z Hunorem Szocsem - aktualną czołówką Europy. Tom doznał jednak kontuzji, której efektem był rok przerwy od tenisa. Trzy lata temu wrócił do gry i świetnie sobie u nas radzi. Zapomniałbym o Elia Schmid, który jest reprezentantem Szwajcarii z doświadczeniem na imprezach seniorskich Mistrzostw Świata oraz Europy. Swoim niekonwencjonalnym stylem na arenie międzynarodowej potrafił zaskoczyć nawet takie gwiazdy jak Vladimir Samsonov.

Spędzamy razem czas, rozmawiamy, wymieniamy się wiedzą, doświadczeniami, to wszystko rozszerza perspektywę. Dzięki tym doświadczeniom i rozmowom miałem możliwość wiele się nauczyć, zrozumieć jeszcze lepiej sport i jego mentalność. Wiele rzeczy pokrywa się z nauką i badaniami, jednak tutaj miałem szansę doświadczyć czystej praktyki - doświadczeń ludzi, którzy poświęcili kawał życia dla sportu. Są to bezcenne lekcje.

5. Przewinąłeś się przez wiele klubów, ale również przez wiele krajów. Oprócz państw, w których grasz obecnie, grałeś m.in. w Niemczech czy Holandii. Jakie są różnice między Polską a resztą świata?

Odmienności wynikają z głęboko ukształtowanych różnic społeczno-kulturowych. Jeżeli chodzi o moje subiektywne odczucia to w klubach w których gram czy grałem w przeszłości zaobserwowałem kilka zmiennych.

Francuzi są emocjonalni, czuje się tam większą presję i słyszy słynne “Allez allez!”, na pewno jest walka o każdy punkt. Jednak po meczu drużyny przeciwne nie jadą do domów tylko razem jedzą, rozmawiają a nawet często biesiadują przez kilka godzin. 
Niemcy są dokładni, mecze zaczynają się punktualnie, pola do gry perfekcyjnie przygotowane. Kibice mają do dyspozycji bufet, z którego korzystają podczas meczu, jest to dla nich swoistego rodzaju rozrywka. Kibiców podczas meczu tenisa stołowego jest naprawdę dużo. 
W Szwecji jest za to spokojnie. Szwedzi są bardzo wyluzowani, często chwilę spóźnieni, na meczach jest mniej emocji niż we Francji czy w Niemczech. Nie jest to u nich bardzo popularna dyscyplina, kibiców na meczach jest znacznie mniej niż za naszą zachodnią granicą. 
Holendrów na meczach, porównałbym mentalnością do Niemców. Kibiców przychodzi dużo, traktują mecze jako rozrywkę, tam także czuje się „oddech” kibiców na plecach. 

6. W przeszłości byłeś absolutną czołówką jeżeli chodzi o kategorie młodzieżowe w naszym kraju. Do seniorskiej kadry jednak się nie przebiłeś. Podobnie ma wielu innych sportowców, w innych dyscyplinach. Z czego to wynika?

Wynika to z wielu aspektów. W młodym wieku do kadry przebijają się jednostki najzdolniejsze, mające wybitne predyspozycje genetyczne lub te, które mają dobrze ukształtowaną głowę, z domu bądź przez trenerów. Jednak Ci najzdolniejsi często w pewnym momencie zatrzymują się, jeśli ktoś ich nie nakieruje mentalnie, dochodzą do „szklanego sportowego sufitu” i nie są w stanie dalej się rozwijać. Jeśli wyniki zostały zdobywane w sposób nieświadomy to nie będą one progresywne i powtarzalne. W każdej dyscyplinie jest podobnie. Jeśli chodzi o mnie to nie uważam, żebym był absolutną czołówką, a moja głowa na tamtym etapie życia nie była ukształtowana na tyle, aby grać w reprezentacji.

7. Od jakiegoś czasu bardzo głośno jest na temat Jakuba Dyjasa. Twój podopieczny sięgnął niedawno po swoje drugie mistrzostwo Polski w karierze, ale przede wszystkim są wokół niego ogromne zawirowania transferowe z powodu ewentualnego powrotu do LOTTO Superligi. Jak to ogólnie wpływa lub może wpłynąć na zawodnika?

Jeżeli pytasz o artykuł, który ukazał się w jednej z polskich popularnych gazet sportowych, to z tego co wiem, Jakub jest w trakcie negocjacji z kilkoma klubami. Sądzę, że takie pomówienia nie powinny zostawać upubliczniane, jeśli nie są potwierdzone przez strony zainteresowane. Myślę, że na wielu zawodników mogłoby to wpłynąć negatywnie, jednak jeśli chodzi o Jakuba to jego odporność psychiczna jest na tyle wysoka, że potrafi oddzielić kwestie prywatne czy organizacyjne od zawodowych. Już wiele razy znajdował się w podobnej sytuacji, kiedy swoje prywatne bądź klubowe kwestie musiał odłożyć na bok i skupić się na grze na 100%.

8. Czy współpraca z tenisistami stołowymi różni się od tej z np. piłkarzami czy siatkarzami?

Różni się przede wszystkim tym, że tenis stołowy jest dyscypliną indywidualną, więc w piłce nożnej czy w siatkówce dochodzą różne procesy wewnątrzgrupowe, relacje, które mają bezpośredni wpływ na jakość gry. W sportach indywidualnych oczywiście też są relacje - pomiędzy zawodnikiem a trenerem, związkiem sportowym czy klubem, natomiast przekładają się one pośrednio na jakość gry (bo zawodnik sam stoi przy stole, chyba że mówimy o grze podwójnej (śmiech). I to jest jedyna różnica, reszta aspektów jest taka sama tj. koncentracja, regulacja emocji, relaksacja, budowanie pewności siebie, trening wyobrażeniowy, odpowiednie ustalanie celów, które służą do podtrzymania odpowiedniej motywacji, regulacja poziomu stresu czy prowadzenie właściwego dialogu wewnętrznego podczas startu.

9. Jeździsz po całej Polsce aby wykładać ludziom szkolenia z zakresu Twojej dziedziny. Jaka jest główna grupa Twoich odbiorców i co chcesz im przekazać?

Moja grupa odbiorców jest bardzo szeroka, począwszy od trenerów różnych dyscyplin sportowych, przez dzieci i młodzież, jak również studentów, aż po przedsiębiorstwa z wielu branż oraz zawodników indywidualnych. Do nich, co prawda nie muszę dojeżdżać, gdyż konsultacje przeważnie odbywają się online, lecz stanowią bardzo ważny aspekt mojej działalności. 
 

Mój przekaz odczarowuje psychologię, która nadal jest często widziana jako wróżbiarstwo, gdyż psychologia sportu jest nauką potwierdzoną empirycznie. Wykorzystuje się w niej konkretne techniki i narzędzia, które można przekładać na różne dziedziny życia.

10. Czy mógłbyś przytoczyć jakieś przykłady z Twojej pracy?

Zaczynając od przykładu z branży biznesowej, miałem przyjemność pracować w jednym z dużych zakładów produkcyjnych w województwie mazowieckim, gdzie wykonaliśmy szerokopojętą analizę przedsiębiorstwa. Jest to narzędzie wykorzystywane w psychologii sportu, świetnie sprawdzające się w pracy z zawodnikami, tyle że dostosowane do korporacyjnych potrzeb. 

Kolejno, w pracy akademickiej podczas spotkania ze studentami z Tel Aviv University (największa publiczna uczelnia w Izraelu – przyp.red.) rozmawialiśmy na temat metod wykorzystywanych w psychologii sportu, które przybliżą ich do realizacji swoich celów życiowych. Tutaj wykorzystywaliśmy pytania coachingowe, dialog motywujący oraz wyznaczanie celów krótko i długoterminowych. 

Bardzo dobrze wspominam również pracę ze studentami Psychologii z Uniwersytetu SWPS, którzy mieli już ogromną bazę wiedzy i narzędzi psychologicznych. Moje doświadczenie zawodnicze bylo dla nich inspirujące, praktyczne. Co więcej, podczas współpracy z trenerami sportu z województwa warmińsko-mazurskiego wprowadzaliśmy narzędzia rozwijąjące koncentrację, pamięć czy elementy treningu wyobrażeniowego.

Kalendarz
October
Pon
Wt
Śr
Czw
Pi
So
Nie