Wywiady
Łukasz Sokołowski: Rodzina zawsze jest na pierwszym miejscu
person_outline Wojtek Chrząszcz

W lipcu skończył 18 lat. Jeszcze niedawno wchodził do rozgrywek drugiej ligi, a dziś jest jednym z czołowych pierwszoligowców, z realnymi szansami na awans do Superligi. O obecnej sytuacji, medalach Mistrzostw Polski i rodzinie opowiada urodzony w 2002 roku wychowanek Pałacu Młodzieży Warszawa, były gracz stołecznej Spójni, a obecnie zawodnik pierwszoligowca z Ostródy Łukasz Sokołowski.

fot. Dominika Banaś
Podczas ostatnich Mistrzostw Polski Juniorów w Gliwicach popularny "Sokół" wywalczył dwa medale. Srebro w singlu i brąz z kolegami w drużynie.

- Na początek zadam Ci chyba najważniejsze i najczęstsze pytanie w obecnych czasach, jak zdrowie?

- Zdrowie w jak najlepszym porządku. Nie mam żadnych kłopotów z kontuzjami. Myślę, że przerwa świąteczna bardzo mnie zregenerowała i dlatego teraz jest wszystko dobrze.

- Jak wyglądają teraz Twoje treningi? Trenujesz normalnie, czy w związku z pandemią koronawirusa coś się zmieniło?

Od początku stycznia trenujemy normalnie w OSSM Gdańsk [Ośrodek Szkolenia Sportowego Młodzieży PZTS - przyp.red.]. Od 13 do 20 stycznia była u nas kadra seniorów i udało mi się z nią trenować, co było super doświadczeniem i nauką, ponieważ mogłem trenować z najlepszymi zawodnikami w Polsce.

- Nad czym kładziesz największy nacisk?

Na kadrze bardzo duży nacisk kładłem na obronę, dokładnie na blok bekhendem po wolnym topspinie przeciwnika. Poza tym bardzo dużo pracowaliśmy fizycznie, co teraz odczuwam podczas gry. Myślę, że teraz aspekt fizyczny jest głównym elementem.

- Oglądałem kilka Twoich meczów w pierwszej lidze. Widać było u Ciebie pewność siebie, duże zaangażowanie i przede wszystkim bardzo wysoki poziom koncentracji. Pracowałeś nad tymi aspektami, czy jednak przyszło to wraz z doświadczeniem przy pierwszoligowych stołach?

Pracą nie mogę tego nazwać, lecz dużo sam sobie poukładałem w głowie. Myślę, że ogranie przy pierwszoligowym stole też mi dużo dało. Chcę też podziękować trenerowi Tomaszowi Krzeszewskiemu, ponieważ on najbardziej mnie nauczył jak mam się zachowywać przy stole, żeby np. nie tracić koncentracji.

- Dobrze wygląda Twój bilans indywidualny, trzynaście zwycięstw w dwudziestu pojedynkach, co daje 65% skuteczności…

Powiem szczerze, że moja sportowa ambicja nie zadowala mnie z tego bilansu, ponieważ wiem, że wypuściłem z rąk kilka ważnych meczów i ten bilans mógł wyglądać lepiej, lecz myślę, że w drugiej rundzie się odegram.

- Które zwycięstwo uważasz za najcenniejsze?

Myślę że nie ma najcenniejszego zwycięstwa, bo wszystkie mecze są ważne, ale chyba najbardziej cieszę się z dwóch wygranych: z Mateuszem Troką i Radosławem Żabskim.

- Patrząc z drugiej strony medalu, kto i w jaki sposób dał Ci największą lekcję?

Mecz z Przemysławem Perzyńskim był dla mnie bardzo dużą lekcją, ponieważ może już nie uratowałbym wyniku całego meczu, [Morliny przegrały z KAMIX ATS Małe Trójmiasto Rumią 2:8 – przyp.red.], lecz prowadziłem 2:0 i 9:7 w trzecim secie i niestety nie dopilnowałem wyniku i przegrałem.

- Jesteście prawie na półmetku rozgrywek, mówię prawie, gdyż do końca rundy został Wam mecz z Darz Borem Karnieszewice. Prowadzicie w tabeli z dorobkiem dziewięciu zwycięstw i jednej porażki. Wierzycie w awans do LOTTO Superligi?

Na razie teraz o tym nie myślimy. Jest jeszcze bardzo daleko do końca sezonu, więc skupiamy się na tym co jest tu i teraz.

- Jak atmosfera w drużynie?

Atmosfera jest bardzo dobra, wszyscy się wspieramy i razem walczymy o najwyższe cele. Mamy tez super kontakt z trenerami.

- To Twój trzeci sezon w Morlinach Ostróda. W tym czasie wywalczyłeś, i tu się pochwalę m.in. wraz ze mną awans na zaplecze Superligi, zacząłeś już regularnie grać na poziomie pierwszoligowym, stawałeś na podium Mistrzostw Polski oraz częściej zacząłeś się pojawiać na arenie międzynarodowej. Czy jest jakiś moment, który podczas tego okresu zapadł Ci szczególnie w pamięci?

Jest kilka momentów kluczowych jak np. właśnie awans do 1. Ligi. Jest to super wspomnienie, myślę dla całej drużyny, a także wicemistrzostwo Polski w singlu i brązowy medal juniorskich Mistrzostw Polski w drużynie.

- No właśnie. Na Mistrzostwach Polski Juniorów w Gliwicach wywalczyłeś srebrny medal w singlu oraz brązowy w drużynie. Jakie cele stawiałeś sobie przed tamtym turniejem? Czy byłeś zaskoczony z końcowych rezultatów?

Byłem lekko zaskoczony, ponieważ bylem z dziewiątym numerem na liście startowej, lecz po cichu liczyłem nawet na wygraną. Wierzyłem w siebie i czułem, że jestem w bardzo dobrej formie. Co do drużynówki byłem lekko zawiedziony, bo wiedziałem, ze stać nas na więcej niż brąz, ale wyszło jak wyszło. Brąz tez jest super wynikiem.

- Jesteście bardzo „sportową” rodziną, ale zapewne nie wszyscy wiedzą, że Twoim bratem jest Patryk Sokołowski. Niegdyś piłkarz Legii Warszawa, Olimpii Elbląg, Wigier Suwałki, a obecnie Mistrz Polski i zdobywca trzeciego miejsca w PKO Ekstraklasie z Piastem Gliwice. Widziałem i słyszałem, że bardzo mocno się wspieracie…

Tak, zawsze i wszędzie jak tylko możemy, wspieramy się z bratem i oczywiście z rodzicami tak samo, Dla mnie rodzina zawsze jest na pierwszym miejscu.

- Piękna to by była historia, gdyby jeden „Sokół” zagrał w seniorskiej reprezentacji Polski w piłce nożnej, a drugi w kadrze tenisistów stołowych…

To prawda, że byłaby to piękna sprawa i myślę, że może się to w przyszłości udać i to zależy głównie ode mnie, bo jestem pewny że Patryk już niedługo wskoczy do reprezentacji.

- Czego Wam jeszcze życzyć?

Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia! Reszta zależy tylko od nas.

I oby wszystkie życzenia się spełniły. Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i powodzenia w dalszej części sezonu!

Kalendarz
October
Pon
Wt
Śr
Czw
Pi
So
Nie